Witam serdecznie w śnieżny, grudniowy poranek!
Co słychać? U mnie dzieje się wiele – mam przyjemność pracować z coraz większą ilością z Was gabinecie, rozpoczęłam też studia podyplomowe na kierunku Psychodietetyka, z którymi wiążę wiele oczekiwań w zakresie nowych narzędzi pracy. Przygotowuję też dla Was specjalna niespodziankę – szczegóły już niebawem – nie zapomnijcie śledzić fanpage!

Dziś zajmiemy się tematyką nadmiernego jedzenia. Konsumpcja żywności służy przede wszystkim dostarczaniu organizmowi wszystkich niezbędnych składników. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego więc jemy więcej niż potrzebujemy? Jesteśmy przecież wyposażeni w mechanizm ośrodka głodu i sytości. Skąd więc problemy z kompulsywnym objadaniem się, nadwagą czy nocnym podjadaniem? Otóż poza fizjologią istnieje wiele czynników warunkujących sięganie po posiłek. Ruszam zatem z wyjaśnieniami!

1. Uspokojenie, redukcja odczuwanego lęku po spożyciu posiłku (analogicznie jak w dzieciństwie – gdy mama podawała nam butelkę z mlekiem, ma to związek z oralną fazą rozwoju według Freuda),

2. Nawyki z dzieciństwa – zmuszanie do jedzenia całego posiłku („trzeba zjeść wszystko, co nałożono, nie można marnować jedzenia”) lub nakaz spożywania o określonych godzinach, formach itd. Powoduje to możliwe przeistoczenie w dorosłości w dwie opcje: kontynuację zasady, gdzie brak przestrzegania podświadomych nakazów rodzi niepokój, lub w odwrotnej formie jako bunt wobec rodziców („Teraz to ja decyduję o sobie i tym co jem”),

3. Podatność na wpływy zewnętrzne np. naciski towarzystwa, rodziny na spotkaniach, brak asertywności.

4. Żywność jako środek substytucji przyjemności, miłości, akceptacji siebie. Stanowi odpowiedź na pytanie „Co ja właściwie mam z tego życia? Chociaż tyle, co zjem smacznego”, wynikającego z niskiego poziomu odczuwanej satysfakcji.

5. Symboliczna manifestacja władzy, samokontroli, a także niechęci/wrogości wobec samego siebie („Nie mam prawa dobrze wyglądać, nie zasługuję na nic dobrego”), co stanowi czynnik zaburzeń odżywiania.

6. Szeroko dostępna żywność – nasi przodkowie musieli podejmować wiele działań, aby ją zdobyć, była ona również dostępna okresowo. Aktualnie możemy nabyć ją wszędzie, 365 dni w roku, 24 godziny na dobę. To także sprzyja nadkonsumpcji.

7. Cechy osobowości – osoby, które w każde działanie angażują się „całym sobą” podobne skłonności mogą wykazywać w stosunku do aspektu odżywiania („nic nie mogę się zmarnować, niewłaściwie jest robienie czegoś „do połowy”).

8. Funkcje w rodzinie – kobiety okazują miłość poprzez przyrządzanie posiłków i słodycze, odmowa może sprawić gospodyni przykrość, jemy więc więcej (Neumark-Sztainer, 2008, Devault, 1997). Rownież dojadanie posiłków po dzieciach stanowi czynnik nadkonsumpcji. Posiłek może stanowić również symbol władzy („Ja tu rządzę, więc decyduję o rodzaju i ilości podawanej żywności”).

Moi Drodzy – jak widzimy dietetyka jest bardzo rozległą dziedziną i skuteczne działanie zmiany nawyków wymaga nie tylko obserwacji talerza, ale wszechstronnego przyjrzenia się nam samym oraz wyznawanym przekonaniom.
Jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat – czy spotykacie się z takim podejściem do procesu odżywiania? W jakim stopniu wymienione czynniki wpływają na życie osobiste i bliskich ?